Magazyn 1 / 2023

Odhaczyć samorząd

Maciej Andruszko

Maciej Andruszko

13 cze 2022

W swoim ostatnim tekście poruszałem temat samorządu terytorialnego i tego jak bardzo w Polsce potrzebujemy rzetelnej i merytorycznej rozmowy o jego kształcie. Nie spodziewałem się, że w kwestii samorządów cokolwiek wydarzy się w najbliższym czasie - w końcu do wyborów samorządowych mamy jeszcze ponad rok. A jednak, 25 maja liderzy opozycji podpisali „Deklarację o współpracy na rzecz Polski samorządnej i obywatelskiej” - dokument inicjujący współpracę z Ruchem Samorządowym Tak! dla Polski. Ruch ten powstał 31 sierpnia 2020 r. i zrzesza samorządowców odwołujących się do szeroko rozumianej tradycji solidarnościowej, którzy chcą reprezentować samorządy w debacie publicznej.

Do lektury podpisanej deklaracji i celów Ruchu początkowo zasiadłem z entuzjazmem – w końcu coś się dzieje w tej sferze! Pod samymi sześcioma hasłami deklaracji trudno byłoby się nie podpisać: budżety wspólnot lokalnych niezależne od decyzji na szczeblu krajowym; utworzenie Funduszu Rozwoju Polski Lokalnej, w celu wsparcia terenów wiejskich; demokratyczna i dofinansowana oświata; zielony samorząd; nasze zdrowie; wspólnoty o sobie. Tyle w samej deklaracji – ma ona formę bardzo ogólną i poza powyższymi hasłami jest tam mowa o współpracy z Ruchem. Idąc tym tropem, postanowiłem przyjrzeć się konkretnym postulatom Ruchu, które mają kształt 21 tez. W tym momencie zaczęły pojawiać się u mnie duże wątpliwości...

Wstydliwe słowo na f

Postulaty zawarte w 21 tezach mają bardzo różną wagę - możemy tam znaleźć pomysły wręcz rewolucyjne, jak reforma Senatu, oraz mało kontrowersyjne i raczej oczywiste, jak walka ze smogiem. Tematycznie postulaty możemy podzielić na takie, które dotyczą kształtu struktur samorządowych, oraz takie, które odnoszą się do problemów, jakimi samorządy powinny się zajmować.

Większość z postulatów odnoszących się do struktury można podsumować jako nadanie wspólnotom lokalnym maksymalnej samodzielności. Mają realizować zadania własne bez jakiegokolwiek nadzoru zewnętrznego (jedyny nadzór mają sprawować sami ich mieszkańcy). Zlikwidowany zostanie urząd wojewody, służba zdrowia zostanie zdecentralizowana, zniesiona zostanie kadencyjność w samorządach, a Senat ma zostać przekształcony w Izbę Samorządową.

Wszystko świetnie, ale autorzy chyba nie zorientowali się jakie będzie miało to skutki i jak szerokich reform będzie wymagało wprowadzenie takich rozwiązań. Federacja to słowo klucz dla tych propozycji, które nie pada jednak ani razu. Oczywiście, możemy rozmawiać o federalizacji Polski, ale co to za dialog, jeśli opozycja nie przyznaje wprost, czego chce. Zastanawiam się, czy jest to wynik braku przemyślenia swojej propozycji czy może braku odwagi, żeby nazwać rzecz po imieniu? Brak przemyślenia własnego postulatu byłby możliwością bardziej zatrważającą. W końcu jest to widoczne jak na dłoni - pełna decyzyjność wspólnot lokalnych jest równoznaczna z federalizacją. A co oczywiste, powinno to iść w parze z reformą systemu prawa i sądownictwa, reformą całej administracji państwowej i gruntownym przedefiniowaniem roli władz centralnych. Co więcej - nie uda się to bez zmiany konstytucji, o czym też nikt nie wspomina.

Bardzo rażąca jest niespójność pomiędzy postulatami „federalnymi” a pozostałymi, czyli tymi, które dotyczą niejako problemów, jakie samorządy powinny rozwiązywać. Te drugie kreślą wizję samorządów, które mają być zielone, przeciwdziałające wykluczeniom, chroniące krajobraz i przestrzeń publiczną oraz dające dostęp do edukacji na wysokim poziomie. Co jednak zrobić, jeśli wspólnota lokalna zdecyduje inaczej? Co jeśli wspólnota lokalna zdecyduje się na zniesienie podatków lokalnych (czyli np. podatku od nieruchomości) i jednocześnie ograniczy finansowanie edukacji i nakłady na ochronę środowiska? Napięcie pomiędzy decyzyjnością wspólnoty a ogólnopaństwowymi standardami zostało zupełnie zignorowane – zostaje naiwne założenie, że jeśli tylko wzmocnimy samorządy, to ot tak uporamy się z większością naszych problemów. Dobrze obrazuje to przykład miasta Krakowa i problemu smogu. Co z tego, że w Krakowie zakazane zostało palenie w piecach paliwem stałym, jeśli podobnego rozwiązania nie wprowadziły gminy sąsiadujące z Krakowem? Według rozwiązań proponowanych w tezach jeśli mieszkańcy i mieszkanki sąsiednich gmin będą nadal chcieli palić w piecach (np. ze względów ekonomicznych), to nie będziemy mieli żadnych narzędzi administracyjno-prawnych, aby zmienić ich decyzję, a walka ze smogiem jako postulat ogólnopaństwowy stanie się fikcją.

W samorządzie nie ma polityki

Przez całą deklarację przenika przekonanie, że polityczność jest problemem tylko na szczeblu centralnym. W Warszawie są wiecznie skłóceni politycy i polityczki, którzy podejmują polityczne (więc z założenia złe) decyzje, z którymi później muszą jakoś żyć ci biedni włodarze miast. Wystarczy po prostu dać więcej władzy włodarzom i po problemie - żadnych politycznych decyzji, bo przecież wszyscy w samorządach chcą tego samego co członkowie i członkinie Ruchu. Warto nadmienić, że są to w zdecydowanej większości politycy i polityczki związani z opozycją - we władzach Ruchu są np. Jacek Karnowski, Rafał Trzaskowski, Jacek Sutryk czy Aleksandra Dulkiewicz.

Szkoda tylko, że nie wszyscy włodarze w Polsce chcą tego samego - niektórzy przyjmowali uchwały dyskryminujące osoby nieheteronormatywne. Apolityczność jest tutaj tak naprawdę jednoznaczna z przyjęciem założenia, że wszyscy myślą tak jak opozycja. Podobnie jest z kwestią zagospodarowania przestrzennego i ochrony środowiska. Autorzy deklaracji uznali, że problem leży tylko na poziomie centralnym – wystarczy znieść złe ustawy, takie jak tzw. Lex Szyszko i Lex Deweloper, i na wszelki wypadek odebrać władzom centralnym możliwość tworzenia podobnych w przyszłości. Nikt nie wspomina, że za betonowanie polskich miast odpowiadają przede wszystkim władze samorządowe, a dzika patodeweloperka czy fatalne plany zagospodarowania przestrzennego to problem starszy niż rządy Prawa i Sprawiedliwości i ich ustawy.

Z przekonania o apolityczności samorządów wynika także postulat zniesienia kadencyjności dla burmistrzyń, prezydentów czy wójtów. Spojrzenie na kadencyjność tylko pod kątem skuteczności danej osoby na stanowisku jest daleko idącym uproszczeniem. Brak ograniczenia kadencji przekłada się później na mniejsze uczestnictwo ludzi w sprawowaniu władzy. Jeśli od 20 lat rządzi ta sama osoba tworząca wokół siebie jakiś układ (tu bez oskarżeń, to naturalny mechanizm), to przebicie się z jakimikolwiek nowymi inicjatywami może być trudne. Wyobraźmy sobie sytuację, że po kilkunastu latach brakuje jednak takiego burmistrza czy burmistrzyni – czym innym jest zmiana władz co 8 lat, kiedy wszyscy się tego spodziewają, a potencjalni kandydaci wiedzą, że muszą być przygotowani do objęcia funkcji, a czym innym, jeśli mija 30 lat i nikt nie wie, czy warto się przejmować tym samorządem, czy lepiej odpuścić, bo i tak tym burmistrzem się nigdy nie zostanie.

Polska A, B, C, D, E...

Spróbujmy więc sobie pokrótce zobrazować wizję Polski, jaka wyłania się z deklaracji podpisanej w Senacie. Nasz kraj stał się federacją we wszystkim oprócz nazwy. Gminy, powiaty i województwa mają praktycznie pełną swobodę w kształtowaniu tego, jak działa państwo na danym obszarze. Oznacza to mozaikę różnych rozwiązań i polityk. Tu i tam usługi publiczne zostały sprywatyzowane i poddane restrukturyzacji pod kątem kosztów - ceny transportu zbiorowego są wysokie, nierentowne szpitale zostały zlikwidowane podobnie jak małe szkoły podstawowe. Za to w innych miejscach stało się wręcz przeciwnie – gminy zwiększyły podatki, ale jednocześnie usprawniły działanie ochrony zdrowia, wprowadziły darmowe obiady do szkół, a transport publiczny jest całkowicie darmowy dla mieszkańców. Krajobraz miejski może różnić się dramatycznie w zależności od miejsca. Gdzieniegdzie zabetonowane zostało wszystko, co się da, za to w niektórych miejscowościach zlikwidowano problem smogu i zwiększono procent terenów zielonych.  Za tym, co dzieje się w kraju, próbują nadążyć rząd i Sejm, ale z racji braku jakiegokolwiek przedstawicielstwa w terenie, nie są w stanie wymusić jednolitych rozwiązań administracyjnych – najszybciej udaje się to w regionach rządzonych przez tę samą partię. Teoretycznie prawo lokalne nie jest ważniejsze od ustaw, ale z drugiej strony samorządy mają pełną swobodę w decydowaniu o tym, co dotyczy ich mieszkańców - w związku z tym trudno stwierdzić, co gdzie jest legalne.

Czy to wszystko jest w ogóle na serio?

Tą wizją można byłoby się martwić, gdyby opozycja brała ją na poważnie. Całe szczęście, tak chyba jednak nie jest. Wszystko to sprawia wrażenie zrobionego od niechcenia i wynikającego z tego, że coś o tych samorządach wypada powiedzieć i coś tam trzeba mieć o nich w programie. Nie brzmi to też realnie w kontekście osób i ugrupowań sygnujących deklarację. Donald Tusk, który będzie chciał rządzić bez wojewodów i jakiejkolwiek kontroli nad samorządami? Czy byłby w stanie zrzec się wpływu na Rafała Trzaskowskiego – jednego z jego większych rywali w Platformie Obywatelskiej? Wątpię. Podobnie czy Lewica byłaby w stanie przystać na to, że nie będzie miała w skali kraju wpływu na jakość usług publicznych? Dopiero co 20 maja krytykowała samorządy za wydawanie pieniędzy na infrastrukturę sportową zamiast na mieszkalnictwo komunalne. Skoro ci włodarze głupio wydają pieniądze i nie rozwijają usług publicznych... oddajmy im pełnię władzy w tym zakresie! Zaiste poważna propozycja ze strony Lewicy... szczególnie, że w ostatnich wyborach samorządowych zostało wybranych całych 41 włodarzy z tego ugrupowania (na w sumie 2476 wójtów, burmistrzyń i prezydentek wybieranych w wyborach, wynik niesamowicie słaby). Nie jestem w stanie uwierzyć, że Lewica, nie posiadając żadnej władzy w samorządach, chciałaby tak po prostu oddać im więcej kompetencji i zrzec się wpływu na to, co będzie się w nich działo.

Szkoda, że w kontekście samorządów jedyne, co partie opozycyjne mają do zaoferowania, to nieprzemyślana, niepociągnięta do końca i od początku mało realna politycznie „reforma”. Potrzebujemy merytorycznej rozmowy o samorządach, których reforma będzie musiała być odważna, kompleksowa i spójna. Propozycje taka jak ta ze strony opozycji to jedynie odhaczanie tematu - „coś o samorządach? A tak, wspominaliśmy, że chcemy zreformować”. Dalej więc czekamy - jesteśmy za rozmową, ale do niej potrzebne są poważne propozycje i prawdziwe zainteresowanie tematem.

Źródła:

https://www.senat.gov.pl/aktualnoscilista/art,14782,deklaracja-o-wspolpracy-na-rzecz-polski-samorzadnej-i-obywatelskiej-podpisana-w-senacie.html

http://ruchtakdlapolski.pl/wp-content/uploads/2021/01/21Tez1.pdf

http://ruchtakdlapolski.pl/liderzy-partii-opozycyjnych-podpisali-deklaracje-wspolpracy-z-ruchem-samorzadowym-tak-dla-polski/

✅ Korekta: dr Beata Zając

Maciej Andruszko
Maciej Andruszko

Członek zespołu badawczego. Politolog, ekonomista, społecznik – zajmuje się przede wszystkim tematyką samorządu terytorialnego, ekonomii instytucjonalnej i szkolnictwa wyższego.

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Przeczytaj więcej:

    ← Do strony głównej